SilesiaRunner.pl | 19. PKO Poznań Maraton
928
post-template-default,single,single-post,postid-928,single-format-standard,tribe-no-js,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode_grid_1300,hide_top_bar_on_mobile_header,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-13.8,qode-theme-bridge,disabled_footer_bottom,wpb-js-composer js-comp-ver-5.4.7,vc_responsive

19. PKO Poznań Maraton

Start w Poznaniu był moim drugim, jesiennym startem, a trzecim w bieżącym roku na Królewskim dystansie. Jako że data maratonu była zaplanowana na ok. miesiąc po maratonie we Wrocławiu (relację możecie przeczytać TUTAJ), z góry planowałem ten start na pół gwizdka, jako „zaliczenie” czwartego diamentu do Korony Maratonów Polskich. Z perspektywy czasu nie wiem, czy planując starty na drodze po koronę, zaplanował bym starty trochę inaczej, bo samo „zaliczenie” nie działało na mnie motywująco. W ostatnim tygodniu, nabawiłem się infekcji górnych dróg oddechowych i leczyłem się jak mogłem, aby 14-go, stanąć na linii startu w pełni sił. Do samego końca nie wiedziałem jak finalnie będę się czuł, a tym samym jak zaplanować bieg. Jako, że w Poznaniu debiutował na Królewskim dystansie Piotrek (trenuje pod moim okiem od około 1,5 roku), finalnie postanowiłem pobiec razem z nim na planowany czas złamania 3:30.

Zawody zaplanowano na godzinę 9:00, tak więc pobudka o godz. 6:00, śniadanie (dwie kanapki – z nutellą i dżemem + banan), kawa i wraz z rodzinami wsiedliśmy do taksówek, udając się w okolice startu. Wspólna rozgrzewka i o 8:50 staliśmy na starcie 19. PKO Poznań Maratonu. 10,9,8…3,2,1… START ! Ruszyliśmy !

Strategia zakładała bieg w pierwszej części trasy o około 2 sekundy szybciej niż tempo docelowe, aby na końcowym, dosyć długim podbiegu, mieć delikatny zapas w razie „awarii”. Biegliśmy spokojnie, ja prowadząc, Piotrek za mną „na radar”. Pierwsza piątka zaliczona w czasie 24:47 czyli zgodnie z planem. Pomimo wychodzącego słońca zza chmur, biegło się całkiem przyjemnie, niejednokrotnie hamując zapędy „kręcącej nogi”. Początkowe kilometry były strasznie nudne, nic spektakularnego się nie działo – miałem wrażenie piknikowego eventu. 10km minęliśmy w czasie 49:42, czyli średnie tempo mieliśmy na poziomie 4:56/km – był zapas. Każdy punkt nawadniania zaliczaliśmy na maxa, tzn. braliśmy tyle kubków wody ile zdołaliśmy. Z reguły udawało mi się zabrać min. 2, czyli 1 na łeb, jeden w siebie. Na 12 kilometrze, czyli po ok. godzinie biegu, w ruch poszedł pierwszy żel energetyczny. 15 kilometr zgodnie z planem – 1:14:46. Był to nasz pierwszy kilometr w tempie powyżej 5:00/km. Powoli zbliżaliśmy się do dystansu półmaratonu. Słońce zaczęło doskwierać coraz mocniej, ale my w dalszym ciągu robiliśmy swoje. Połowę dystansu zaliczyliśmy w czasie 1:45:14. Zaczynał się prawdziwy Królewski Dystans !

Początek drugiej połowy był bardzo wietrzny. Wiatr niestety wiał prosto w twarz, zmuszając nas do jeszcze większej pracy. Pogoda nie chciała nas oszczędzać w tym dniu. Kilkukrotnie próbowałem się chować za innymi biegaczami, których tempo zdawało mi się być zbieżne z naszym, jednak z reguły po kilku kilometrach okazywało się mocno szarpane przez nich i dyktowane narastającym zmęczeniem. Piotrek dzielnie chował się za mną, jak rasowy maratończyk. 25 kilometr minęliśmy z czasem 2:04:36, czyli realizowaliśmy założenia przedstartowe w 100%. Był to czas na drugi żel, który idealnie się wchłonął na kolejnych kilometrach. Profil trasy na tym odcinku był płaski i zachęcał do podkręcania tempa, jednak doświadczenie mówiło co innego. Krótka rozmowa z Piotrkiem nt. samopoczucia – jest ok ! Walczymy dalej. 30 kilometr powitał nas czasem 2:29:13. Na pytanie do Piotrka, jak się czuje usłyszałem – słabo. Kilka motywujących słów o tym, że teraz już tylko 12 kilometrów w średnim tempie 5:00/km podziałały. 33 i 35 kilometr były to odcinki, gdzie zaczęliśmy odnotowywać czasy w okolicach 5:00/km, czyli planowo tempo spadło, bo mogło. Całkowity czas zbliżał się do zakładanego i wynosił 2:54:48. Piotrek dzielnie radził sobie z narastającym zmęczeniem. Na ok. 36 kilometrze dobiegła nas ekipa na 3:30 z MEZO na czele. Krótka wymiana zdań, pytanie do Piotrka czy podpinamy się i jazda – wspólnie biegliśmy z małą grupką na 3:30. Średnio co 500m krzyczałem za siebie do Piotrka, żeby walczył i nie poddawał się. Widziałem, że bieg z MEZO na czele, zadziałał na niego mega motywująco. Słońce i wiatr nam nie pomagały. Na 39 kilometrze zauważyłem, że Piotrek zaczyna prawdziwą walkę. Zwolniłem do jego tempa, które spadło do ok. 5:20/km. Motywowałem go jak mogłem. Razem minęliśmy 40 kilometr w czasie 3:20:44 i już wtedy wiedziałem, że na złamanie 3:30 nie mamy szans, ale realny wynik na poziomie 3:33 jest w naszym zasięgu. Mijaliśmy biegaczy, którzy maszerowali wzdłuż trasy, lub rozciągali skurczające ze zmęczenia mięśnie. Tempo spadło, ale Piotrek nie poddawał się. Kiedy zbliżała się ostatnia prosta, po której wbiegaliśmy na metę, starałem się motywować Piotrka jak mogłem. Ostatni odcinek, ostatnie metry, jest ! Finisz ! Minęliśmy linię mety z czasem 3:32:49 i od tego momentu Piotrek został maratończykiem w pełni słowa znaczeniu, a ja zdobyłem czwarty diament do Korony Maratonów Polski !

Odebraliśmy medale i udaliśmy się w kierunku naszych rodzin, które czekały na nas tuż za metą. To były dobre zawody. Mnie osobiście ten bieg pokazał miejsce w którym obecnie jestem, czyli dosyć wysoki poziom wytrenowania długodystansowego. Nie doznałem ani chwili momentu zwątpienia, biegłem z lekką głową z dużymi zapasami sił. To dla mnie dobre rokowania na wiosenne uwieńczenie drogi po Koronę Maratonu Polskich w Krakowie. Trzymajcie kciuki !

25 total views, 1 views today

3 komentarze
  • SilesiaRunner.pl | Podsumowanie września & października 2018
    Posted at 20:33h, 22 listopada

    […] nadchodzącym startem 14 października w 19. PKO Poznań Maraton (relację możecie przeczytać TUTAJ). W tym okresie, miałem dużo biegów w tlenie, BNP, 2 zakres i jedna szablonowa jednostka […]

  • SilesiaRunner.pl | Podsumowanie listopada 2018
    Posted at 11:36h, 30 stycznia

    […] startami maratońskimi (wrzesień Wrocław – relacja TUTAJ; październik Poznań – relacja TUTAJ). W tym miejscu warto nadmienić, że miesiąc przerwy pomiędzy królewskimi dystansami, mocno i […]

  • SilesiaRunner.pl | Podsumowanie roku 2018
    Posted at 22:54h, 30 stycznia

    […] o ile tak można nazwać bieg na dystansie ponad 42 km (relację możecie przeczytać TUTAJ). Po tych zawodach moja głowa rozpoczęła już okres roztrenowania, ale planowałem je […]