17. Krakowski Półmaraton Marzanny

 192 wyświetleń,  1 wyświetleń dzisiaj

W drodze do jesiennego maratonu w Wiedniu, postanowiłem się sprawdzić na dystansie półmaratonu. Jako, że w Krakowie na tym dystansie biegłem już dwa lata temu, bez wahania zapisałem się na tak świetnie zorganizowany bieg. Do maratonu miałem tylko dwa tygodnie, więc po konsultacji z trenerem uznaliśmy, że pobiegnę w tempie maratońskim – bynajmniej w założeniu 🙂 Nie przygotowywałem się do tych zawodów i biegłem z pełnego treningu, na mocno zmęczonych nogach. Nie wiedziałem czego się spodziewać, ponieważ raptem 6 dni przed wcześniej pobiegłem swoją życiową,  progresywną “trzydziestkę” (od 4`26/km do 4`05/km), a w kolejnych dniach nogi też nie odpoczywały. Jako że początek zawodów zaplanowano na godz. 20:00, do Krakowa wyjechaliśmy z całą familią ciut wcześniej tak, aby na spokojnie odebrać pakiet startowy i spotkać się przy kawie z Zosią i Kubą. 

Po kofeinowym party, udaliśmy się z Kubą na wspólną rozgrzewkę, gdzie po kilku rytmach spotkałem swoją ekipę, tj. Marka, Romka, Szymona i Przemka. Od razu dało się wyczuć ten specyficzny klimat zawodów, którego tak wszystkim ostatnio brakowało z powodu pandemii. Widać to było przede wszystkim po frekwencji – na starcie zameldowało się blisko 2000 uczestników. Wszyscy zajęliśmy miejsce z przodu tak, aby komfortowo cieszyć się biegiem od samego startu, bez konieczności przepychania. Mój plan zakładał bieg w średnim tempie 4`10 – 4`15/km przez pierwsze 10km, a potem… zobaczymy jak będzie. Ze mną miał biec Marek i Szymon (który miał szanse na złamanie 1:30). Przybiliśmy piątki i… do roboty !

Od startu, zacząłem mocno ambitniej aniżeli zakładał plan. Czułem się wyśmienicie, a dodatkowy fakt, że na plecach wiozę Szymona i Marka, motywował mnie do trzymania w miarę równego tempa. Na 3km przybiłem piątki z córkami, a chwilę później Marek krzyknął, że zwalnia do planowanego tempa. Moment namysłu czy wrócić do planu, czy kontynuować bieg w szybszym tempie. Postawiłem na samopoczucie, które było bardzo dobre i dalej biegłem “po swojemu”. Pierwsza piątka w czasie 20:27, czyli średnio po ok. 4`06/km. Trasa wiodła przez krakowskie Błonia, a dalej Bulwarami nad Wisłą. To właśnie tam można było się najbardziej zmęczyć podczas podbiegów i zbiegów, jednak bez względu na profil trasy, starałem się trzymać swoje tempo. Kolejne 5km dalej po  4`06 i tak oto pierwsza dyszka wyszła w czasie 41:01.

Dołącz do mojego zespołu - trenuj ze mną !

Dołącz do mojego zespołu - trenuj ze mną !

Szymon trzymał się za mną. Po 10km czuł się równie dobrze co ja. Miałem spory zapas mocy pod butem i zastanawiałem się czy nie przyspieszyć, co zaproponowałem Szymonowi. Zostaliśmy jednak na tym tempie co było. Pomiędzy krakowskimi alejkami, często wariował GPS pokazując złe tempo, my jednak dalej robiliśmy swoje. Wbieg obok smoka wawelskiego oraz dalszy kawałek trasy po kostce brukowej, dał się odczuć moim stopom. Był to chyba najgorszy fragment trasy na tym biegu. Co jakiś czas Szymon wychylał się obok mnie – myślałem, że chce przyspieszać i raz go zapytałem – “lecisz swoje ?”, Pomyślałem, że chłopak ma spory zapas mocy a ja go blokuję i proponowałem mu oderwanie, jednak stwierdził: “nieee tylko się zawiesiłem” 🙂 Do 16 kilometra biegliśmy równo jak w zegarku. Po wbiegnięciu na ostatnie 5 kilometrów (czyli spowrotem na Bulwary), zacząłem lekko podkręcać tempo tak, żeby Szymon nabiegał jak najlepszy czas. Na 20 kilometrze, zameldowaliśmy się z czasem 1:22:11 i została nam ostatnia prosta. Podkręciłem jeszcze tempo, jednak Szymon zaczął się już odklejać. 21 kilometr zrobiłem w tempie 3:49 i nagle zaczął się ze mną ścigać mijany zawodnik. Pocisnąłem ostatnie 250m i z czasem 1:26:47 minąłem linie mety. Szymon wpadł za mną dokładnie 11 sekund później, łamiąc 1:27, natomiast Marek zrealizował swój/nasz plan w 100% (średnie tempo jego biegu wyniosło 4`10/km i zawody ukończył z czasem 1:28:23).

Z całości zawodów jestem zadowolony. Co prawda nie zrealizowałem założeń tylko pobiegłem mocniej, jednak średnie tempo 4`05/km na tak zmęczonych nogach oraz na zapasie mocy, pozwala mi z optymizmem spojrzeć na próbę łamania 3h w docelowym starcie w maratonie. Finalnie zająłem 66 miejsce OPEN oraz 22 w kategorii M40 oraz poprawiłem swój czas na tej trasie o… 5 minut i 38 sekund.

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.