SilesiaRunner.pl | 39. PZU MARATON WARSZAWSKI
321
post-template-default,single,single-post,postid-321,single-format-standard,tribe-no-js,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode_grid_1300,hide_top_bar_on_mobile_header,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-13.8,qode-theme-bridge,disabled_footer_bottom,wpb-js-composer js-comp-ver-5.4.7,vc_responsive

39. PZU MARATON WARSZAWSKI

Przebiegniętych blisko 1000km, spalonych ponad 65 000 kalorii, 85 jednostek treningowych i 2 pary butów, to krótkie podsumowanie moich przygotowań do debiutu maratońskiego, który miał miejsce w zeszłą niedzielę podczas 39 PZU Maratonu Warszawskiego.

Sobota – 23.09.2017r.

Stolica przywitała nas jesienną pogodą. Pakiety startowe dla członków sztafety maratońskiej oraz biegu na piątkę odbierałem w sobotę w hali na Torwarze, gdzie odbywało się EXPO maratońskie. Swój pakiet odebrałem jeszcze w domu od kuriera DPD (na przyszłość – szkoda kasy, bo i tak miałem dużo czasu na przejrzenie „makulatury”, przymierzenie koszulek technicznych itp.). Od ok. godz. 15:00 udałem się z rodziną i znajomymi na Pasta Party, uzupełniając węglowodany na jutrzejsze zawody. Spotkanie z trenerem, wysłuchanie ostatnich wskazówek i o godz. 20:00 wylądowałem w łóżku.

Niedziela – 24.09.2017r.

Pobudka o godz. 5:50, toaleta, śniadanie – dwie kanapki ciemnego pieczywa z miodem i powidłami + banan + izo. W międzyczasie przyjechała śląska ekipa. Wspólnie o ok. 7:15 pojechaliśmy komunikacją miejską na Plac Trzech Krzyży. Pogoda deszczowa, więc na ciuchy naciągnąłem worek na śmieci. Uczestnicy biegu na piątkę udali się na swoje miejsca startu, a ja z bratem rozpocząłem rozgrzewkę. O 8:50 zajęliśmy miejsca w swoich strefach czasowych. Cel zawodów był jasny –  złamanie 3:45:00 w strategii Negative Split (tempo narastające).Wraz ze mną na linii startu obecna była Monika, która rozpoczynała sztafetę drużynową, a jej zadaniem było trzymanie się blisko mnie.

Pierwsze 3 kilometry pokonaliśmy zdecydowanie szybciej, aniżeli planowałem. Strategia mówiła o tempie 5:30/km a my ten dystans pokonaliśmy w 15:56, dlatego postanowiłem kolejne pierwsze kilometry pobiec trochę wolniej, aby nie zapłacić frycowego na drugiej połowie maratonu (cały czas myślałem o dystansie po 30km, który był dla mnie nieznany ?). Na 7km zgłupiałem… Mój Garmin oznajmił kolejny kilometr, natomiast flaga ze znaczkiem dystansu była ok. 300m dalej. Od tego czasu zacząłem porównywać czasy nie wg wskaźnika km w zegarku, ale wg odmierzonego dystansu na trasie (bo przecież trasa posiada atest i to ten czas będzie oficjalny). Na 10km opuściła mnie Monika z nową… życiówką na 10 km, a pierwszą zmianę sztafetową rozpoczął Rafik, który wystrzelił na swoją robotę – 22km. Od tego momentu biegłem sam – no prawie sam, bo co prawda było ok. 5500 innych uczestników, ale nikogo bliskiego. Na 11km w ruch poszedł pierwszy żel energetyczny zapity małym łykiem wody na najbliższym wodopoju, dla szybszego wchłonięcia. 14km rozpoczął się małym deszczem, po którym już nie było śladu na 15km. W myśl mojej strategii, od tego czasu aż do 28km biec miałem w stałym tempie 5:20/km. Na 20 km byliśmy już w Łazienkach Królewskich i tam na kontroli czasu miałem dokładnie 14sek zapasu względem planu. Po przekroczeniu połowy dystansu, zgodnie z zaleceniami trenera, odpaliłem drugi żel energetyczny i dalej ciągnąłem swoim tempem. Na 22km doszedł mnie pacemaker na 3:45:00 ze swoimi „owieczkami” za plecami. Pogadałem z nim i słysząc, że biegnie on stałym tempem 5:20/km, pomyślałem że podepnę się pod grupę, a na 29km przyspieszę na 5:14/km zgodnie z planem. Po 3km biegu w ramię z „zającem”, okazało się, że tempo jest strasznie szarpane i pierwszy mój kilometr z nim wyszedł 5:16, drugi 5:08 a trzeci 5:22. Postanowiłem, że samotnie będę konsekwentnie realizował swój plan. 30 kilometr przekroczyłem z zapasem ok. 20 sekund, z czasem 02:40:50. Zaraz po przekroczeniu pomiaru czasu na tym kilometrze, rozpoczął się duży podbieg na Most Gdański. Mając w głowie podbieg sprzed dwóch tygodni na półmaratonie w Krynicy pomyślałem, że przecież to nie jest żaden podbieg, natomiast moje „dwójki” szybko dały mi znać, że zaczyna się stąpanie po nieznanym terenie. Do 32 kilometra bez jakichkolwiek komplikacji dobiegłem w miejsce, gdzie odbywała się druga zmiana sztafety maratońskiej, gdzie startowała moja żona. Rafik, Gosia i Monika dali o sobie znać w dopingujących okrzykach. Zrobiłem sobie szybki przegląd aktualnej dyspozycji i uznałem, że zostało mi już tylko 10km i wbrew zaleceniom trenera, odpaliłem ostatni żel energetyczny, który pochłonąłem w całości, jednak w dalszym ciągu trzymałem w ręce opakowanie, psychicznie nastawiając się, że w razie słynnej „ściany”, mam koło ratunkowe. Czułem duży zapas niespożytkowanej mocy, lecz w głowie miałem wszystkie rady, których słuchałem przez ostatnie tygodnie. Od tego momentu, miałem wrażenie, jakbym wszystkich wyprzedzał – biegnących, maszerujących, stojących, rozciągających się, obsługujących trasę i… ludzi w TOY-TOY`ach. Na 34km puste opakowanie po żelu zamieniłem na ćwiartkę banana – trik psychologiczny. 36 kilometr pobiegłem w najszybszym tempie – ok. 4:59/km, aby na 39 oddać na podbiegu nadrobiony czas. Cały czas szukałem wzrokiem przed sobą Oli. Od tego momentu czas jakby zwolnił… Pomimo że dalej wyprzedzałem, miałem wrażenie że każdy z ostatnich 3 kilometrów trwał w nieskończoność. Słyszałem spikera na mecie, ale w dalszym ciągu jej nie było. Spojrzałem na zegarek i pierwszy raz zweryfikowałem tętno. Było bardzo dobrze. Kiedy zobaczyłem stewardesy z LOT`u, przyspieszyłem i z gestem triumfu – uniesionymi rękami – wbiegłem na linię mety z czasem 03:44:36. Emocjom nie było końca – dzisiejszego dnia zostałem maratończykiem !

39. PZU Maraton Warszawski

Opublikowany przez Tomasz Opuchlik Czwartek, 5 października 2017

Przemyśleń po debiucie wiele. Jak zwykle zawody obnażyły braki i pokazały, które elementy treningu należy poprawić. Z pewnością więcej czasu musze poświęcić na siłę biegową, ćwiczenia stabilizujące i podbiegi. Wytrzymałości mi nie brakowało, ale to dzięki Romkowi, który przez cały okres przygotowawczy katował mnie akcentami w 2 zakresie. Z pewnością brak pełnej regeneracji po Krynicy, również odbiło swoje piętno – ostatni półmaraton najpóźniej na 3 tygodnie przez maratonem – inaczej się nie zregeneruje w 100%. Teraz czas na odpoczynek regenerację i roztrenowanie. Za ok. 2 tygodnie pełne wznowienie treningów ? Jakie najbliższe plany ? Czas pokaże. Jedno jest pewne – w kwietniu 2/5 z korony maratonów – 17 PZU Cracovia Marton !

23 total views, 1 views today

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.